sobota, 6 sierpnia 2016

Wstępniak_7 (Sztuka Internetu)

Paweł Chmielewski
("Projektor" - 4/2014) 
W „Cyberiadzie” Lema dwaj przyjaciele i rywale, antropomorficzni reprezentanci nowej rasy robotów, cokolwiek szaleni naukowcy – Trurl i Klapaucjusz – zostają schwytani przez międzygwiezdnego zbója Gębona. Pokonują go nadmiarem informacji, produkowanych przez demona drugiego rodzaju. Surfując po internetowych stronach wciąż jesteśmy jak ten zbój międzygalaktyczny, zawierający – nieostrożnie – umowę z potężną i cokolwiek nieprzewidywalną techniką. Zaczynamy rozumieć pretensje średniowiecznych kopistów, którym zagroził wynalazek Guttenberga.

Jeszcze w głębokiej epoce przedcyfrowej Muzafer Sherif przeprowadził eksperyment nazywany „Jaskinią Zbójców”. Na wakacyjnym obozie dla chłopców, gdzieś w Oklahomie, podzielił uczestników na dwie grupy. Potem stopniowo rozpoczyna się historia jak z „Władcy much”. Patricia Wallace opisując badania Sherifa w „Psychologii Internetu” relacjonuje punkt kulminacyjny – naukowiec stawiał przed uczestnikami problem, którego nie może, samodzielnie, rozwiązać żadna z grup. Zauważa w tych zachowaniach analogię z zachowaniami sieciowym – grup i forów dyskusyjnych. To dwa, ciemniejsze, wymiary globalnej społeczności cyfrowej.

Wymiar trzeci, to wpływ Internetu na rozwój sztuki. Na początku ubiegłego wieku futuryści eksperymentują ze słowem, typografią, projektują utwory nazywane dziś liberaturą. Hipertekstami są powieści Cortazara, Italo Calvino, w labiryncie gubi się John Barth. Dopiero Internet pozwala w pełni pokazać złożoną strukturę ich dzieła.

Tradycyjny pędzel zastępuje ten cyfrowy. Internetowy autor komiksów potrafi zdobyć milion czytelników, a wydanie papierowe uznaje już tylko za nobilitujące. Niedługo – być może – papierowa książka, płyta DVD, olejny obraz będą przejawem nie tylko snobizmu, ale konserwatywnej arystokracji ducha. 

Artysta już nie musi błagać o widzenie u dyrektora galerii, nawet spektakl można przedstawić w formie „głośnego czytania” na YouTubie. Zespoły zaczynają się uwalniać spod dyktatu wielkich wytwórni. To wymiar trzeci. Rajski.

A czwarty? To ten mroczny – plagiat, przypisywanie sobie cudzego talentu. I dziwnie niebezpieczny świat z „Labiryntu odbić” Siergieja Łukjanienki.