sobota, 6 sierpnia 2016

Powąchaj piksele (Komiks w Internecie)

Artur Wabik
("Projektor" - 4/2014)
Około dekady temu przez polskie media przetoczyła się fala wzmożonego zainteresowania komiksem internetowym. W tamtym czasie dużo pisano o fenomenie komiksowych blogów, zaś na okładkę „Wysokich Obcasów” trafiła autorka jednego z nich, dziś znana ilustratorka – Agata Endo Nowicka.

W polskim Internecie roku 2004 triumfował kolektyw „Pvek” (Dominik Enenek Zacharski i Tomasz Harczuk), którego przesycone absurdalnym humorem paski z przygodami kota i gołębia (Evil Cat i Pigeonhead), okraszone często wulgarnym słownictwem i internetowym slangiem, można do dziś znaleźć zagubione w czeluściach sieci. A także: Jacek Karaszewski ze swoim wyśmiewającym korporacyjne realia „Daily”, Ernesto Gonzales i jego seksistowsko-fekalny „Roar!” oraz Bartek Belle Felczak, Agatka Raczyńska, Krzysztof Dziemski i wielu innych. W tym roku także ukazała się w formie papierowej pierwsza antologia polskiego komiksu internetowego, pt. „Komiks w sieci”, której miałem przyjemność być redaktorem i wydawcą. Powstające w owym czasie komiksy sieciowe bazowały na humorze językowym, zaś w warstwie graficznej niemal wszystkie operowały najprostszymi narzędziami takimi, jak np. rysunek konturowy w krzywych (Karaszewski) lub rozpikselowana bitmapa utworzona w programie Paint (Endo). Publikowane raz na kilka dni paski tworzone były niekomercyjnie, po godzinach pracy etatowej. Z przyczyn zarówno budżetowych, jak i czysto warsztatowych, nie wykorzystywały więc najnowszych dostępnych wtedy technologii, jak np. animacja we Flashu, które pozwoliłyby na pełniejsze wykorzystanie medium, jakim jest Internet.

Dziesięć lat później komiksy internetowe stanowią już osobny podgatunek, który podobnie jak manga posiada swoich wiernych (i niestety tworzących równie hermetyczną społeczność) odbiorców. Wszystkich ukazujących się w Polsce tytułów nie sposób zliczyć, a już tym bardziej wymienić w tym tekście. Do najpopularniejszych należą bez wątpienia projekty Jakuba Dema Dębskiego, skupione na istniejącej od 2004 r. stronie „Demland” oraz Katarzyny Babis, która od końca 2012 r. tworzy komiksowy blog „Kącik Kiciputka”, a także komiks sieciowy pt. „Barwy Biedy” (do scenariusza innej autorki komiksów internetowych, Kobiety-Ślimaka). „Kącik Kiciputka” w ciągu półtora roku istnienia odwiedziło prawie milion internautów. To zasięg, o jakim nie mogą nawet marzyć autorzy komiksów wydawanych w sposób tradycyjny, na nośniku papierowym. Liczba ta jest nieosiągalna również dla książek i płyt, a jedynie dla seriali TV, gier video i nielicznych filmów kinowych. Dysproporcje te powodują, że autorzy komiksów internetowych są dziś dużo bardziej popularni od twórców komiksów tradycyjnych, co najlepiej widać na spotkaniach autorskich. Zarówno Dębski („Peryferie kosmosu”, „Kundle”), jak i Babis („Tequila”, „Rag & Bones”) publikują na papierze, ale jak sami przyznają głównie z przyczyn prestiżowych. Należy przy tym pamiętać, że wydania papierowe nadal łatwiej monetaryzować, niż odwiedziny na www. Ukazujący się w trybie codziennym (2010-2011), roczny komiks internetowy Dennisa Wojdy pt. „366 kadrów”, po rozszerzeniu do „566 kadrów” (2011-2012), został wydany w 2013 r. na papierze przez prestiżowe polskie wydawnictwo książkowe W.A.B., a następnie w Wielkiej Brytanii przez Borderline Press.

Brak ograniczeń formalnych, właściwych komiksom drukowanym, sprzyja eksperymentom artystycznym w komiksie internetowym. Dobrym przykładem jest „The Wormworld Saga” Daniela Lieske, w którym nastąpiło zaburzenie tradycyjnego podziału na plansze. Kolejne kadry łączą się płynnie ze sobą, zaś całość czytamy przewijając ekran w dół. Chcąc wydać ten tytuł drukiem, należałby zrobić to w formie zwoju, ponieważ trudno byłoby podjąć decyzję o miejscu rozcięcia arkuszy. Kolejnym komiksem rozsadzającym ramy gatunku jest „xkcd” Randalla Munroe, który chętnie podejmuje odważne eksperymenty formalne – jeden z odcinków składa się z wyłącznie z jednego kadru, który zmienia się co godzinę przy zachowaniu ciągłości narracyjnej. W innym, czytelnik może za pomocą przeciągania kursorem eksplorować świat poza ramkami kadru, niewidoczny w wyjściowym układzie kompozycyjnym. W pewnym miejscu można zresztą natknąć się na postaci z komiksu dyskutujące naturę tego medium – „Czy zastanawiałeś się kiedyś, czy jest jakieś życie poza tym, co widać w kadrze?” – pyta jedna z nich. Kate Beaton, autorka komiksu „Hark! a vagrant” buduje swoje postmodernistyczne mikro-fabuły na podstawie popularnych, klasycznych okładek książkowych (np. autorstwa Edwarda Goreya), które rozbudowuje do 3-4 kadrowych anegdotek.

Polscy twórcy są dalece bardziej wierni tradycyjnej formule komiksu, nawet jeśli zamiast z farby drukarskiej, składa się on z pikseli. Za to pozwalają sobie na dosyć dużo w fabule. Przykładowo – niemal wszystkie postaci pierwszoplanowe w „Barwach Biedy” Katarzyny Babis i Kobiety-Ślimaka to homoseksualiści. Wydaje się znamienne, że to właśnie komiks internetowy sięga dziś w Polsce po tematykę, którą np. w Niemczech eksploatowano w komiksie prasowym na początku lat 80. XX w. (Ralf König). Żartobliwe fanarty, w których autorki „Barw Biedy” prezentują swoich bohaterów w kobiecych wcieleniach i odwrotnie, sugerują dosyć luźne podejście do płci, co odpowiada gustom internautów (ok. trzech tysięcy wejść dziennie). „Barwy Biedy” to zresztą materiał na doskonały komediowy serial TV, na który póki co pewnie nikt nie zechciałby wyłożyć pieniędzy. Z kolei Dębski i jego epigoni swoimi znakami firmowymi uczynili absurdalny humor, niedbałą linię i turpistyczną estetykę. Badacze mówią przy tej okazji wręcz o degeneracji komiksu, ale trzeba przyznać, że żarty Dema – choć absurdalne i najczęściej wulgarne – są jednak inteligentne. Autor ten, choć nie potrafi rysować, cieszy się największą popularnością ze wszystkich twórców komiksu w naszym kraju, co pokazuje, że komiks internetowy jest najprawdopodobniej przyszłością gatunku, zaś wydania papierowe zastaną wkrótce zepchnięte do roli czysto kolekcjonerskiej.