sobota, 6 sierpnia 2016

Czy artyści śnią o elektrycznych owcach? (Malarstwo cyfrowe)

Paweł Chmielewski
("Projektor" - 4/2014)
Tomasz Michalski (Koszalin), „Cloth animals”
Jeśli Giorgio Vasari pisze prawdę, to wczesną wiosną 1416 r. we Florencji, koło jednego z kościołów, odbyło się dość niezwykłe spotkanie. Filippo Brunelleschi zaprosił Donatella i Masaccia na prezentację przyrządu optycznego, który pozwalał malarzom i architektom odwzorować proporcjonalnie, w odpowiedniej wielkości wszystko, co widzi ludzkie oko i przedstawić widzowi fresku, rzeźby, obrazu w odpowiedniej perspektywie.

To tylko jeden z wielu wynalazków, który zrewolucjonizował sztukę. Może ważniejsze było odkrycie ruchomej czcionki przez Gutenberga, zastosowanie techniki dagerotypu i rozszczepienia wiązki światła przez impresjonistów. Być może najbardziej rewolucyjne jest wynalezienie barwy przez malarza z groty Lascaux. Chodzi nam jednak o pewien proces – wpływ technologii na twórczość artystyczną.

Krzysztof Rybczyński (Kielce), „Pokój z widokiem na morze”
Niecałe dwa miesiące temu w Warszawie zorganizowano pierwszą polską aukcję grafiki cyfrowej, poprzedzoną wystawą. Trzydziestu pięciu twórców – w tym trzech z Kielc: Tomasz Łukaszczyk, Krzysztof Rybczyński i Artur Sadłos (ze Starachowic, ale absolwent kieleckiej uczelni) pokazało grafikę cyfrową, malarstwo cyfrowe oraz rzeźby 3D. Nie wchodząc oczywiście w techniczne szczegóły trzeba zauważyć kilka nowości: oprogramowanie, płótnem jest ekran, pędzel jest cyfrowy. Nowa technologia. Jedno tylko się nie zmienia: twórcy nadal niezbędny jest talent.

Artur Sadłos (Starachowice), „Ukwakheka Kwamatye (formacja skalna)”
Spróbujmy wygenerować kilka wspólnych cech tego malarstwa. Na pewno jest nią biegłość techniczna i użycie (w moim przekonaniu dość nieszczęśliwego terminu „artysta koncepcyjny). Po drugie tematyka – podążająca wyraźnie za technologią. Większość z autorów pracuje w studiach graficznych, przy grach komputerowych. Ich prace wystawione na aukcję są naturalnym przedłużeniem pracy zawodowej – więc światy fantasy, kosmiczne krajobrazy, historyczny sztafaż z rpg. Wyraźną cezurą jest tu rok urodzenia – 1980. Starsi (Łukaszczyk, Rybczyński, Igor Chołda) uciekają od świata komputerowej gry ku SF, czystej abstrakcji, elementom konstruktywistycznym. Wyjątkiem jest najmłodszy Tomasz Michalski, który pokazał grafikę nawiązującą bezpośrednio do pop-artu.

Tomasz
Łukaszczyk (Kielce),
„Cyber ..x”
Wyraźnie widać jak powstaje nowy nurt – użytkowy, czysto rozrywkowy, nie odwołujący się do sztuki masowej, ale sam nią będący i egzystujący (prawie) całkowicie w świecie wirtualnej fantasmagorii. Cybermalarstwo, cybergrafika, cybersztuka – można tych terminów już spokojnie używać.

Zapowiedź tej cyber(r)ewolucji w sztukach plastycznych to nie tylko trwające od kilkunastu lat komputerowe eksperymenty z fotografią, które skłaniają niektórych teoretyków do rozdzielenia fotografii klasycznej od cyfrowej (i cyfrowo przerabianej), nie tylko w konkursach, ale i na wystawach. To przede wszystkim zapowiedź istniejąca od lat w teorii kultury, filozofii, naukach społecznych. Technologia zaczyna nami rządzić. Ewidentnym przykładem jest „Manifest cyborgów” (1985) Donny Haraway. Zjednoczenie człowieka i maszyny to nie tylko „owocne łączenie się w pary”, ale objaw równouprawnienia człowieka i technologii. To przenikanie łatwo uświadomimy sobie odwołując się do utworu „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach” Dicka czyli literackiego fundamentu „Łowcy androidów”.

Jeszcze w latach 30. Walter Benjamin w eseju „Dzieło sztuki w dobie reprodukcji technicznej” pisał, że nowe technologie są jak chirurg, bo szokują widzów nowymi możliwościami percepcji. Dziś już nie szokuje. Oczywiście w tamtych czasach filozof mógł stwierdzić, że radio, film dźwiękowy, taśma Forda sprowadzają sztukę do „reprodukcji technicznej”, odbierając jej modernistyczną aurę, wyjątkowość, dystans. 

Nie rozstrzygniemy czy ważniejsze było zastosowanie barwnika w malarstwie naskalnym, czy komputera w cyfrowym. Z trzydziestu pięciu zostanie może dwóch. Wzorem chińskich mędrców usiądźmy na brzegu rzeki i poczekajmy dwadzieścia lat. Wtedy wszystko się wyjaśni.